sobota, 14 marca 2015

Rozdział IX

- Słyszałem, że twoje stosunki z Draco uległy ociepleniu – Blaise rozsiadł się wygodnie na kanapie i rozłożył szeroko nogi. Skrzyżowałam ręce na piersi, opierając się o ścianę, i patrząc na niego z uniesionymi brwiami.
- Cieszę się, że aż tak bardzo zajmuje cię moje życie prywatne.
- Gdybym nie znał was wcześniej – powiedział, przerywając dość długą i nieco nieprzyjemną ciszę – to stwierdziłbym, że macie się ku sobie.
- Blaise – pokręciłam głową, siadając obok przyjaciela. – Jakieś dwadzieścia lat temu… no dobrze, piętnaście, skończyły się czasy, gdy „o nie, muszę siedzieć obok chłopaka na lekcji” było wymawiane z wielkim żalem i ozdobione łzami. Sam usilnie dążysz do tego, abym zakopała topór wojenny z Malfoy’em, więc doceń moje starania.
- Robisz to dla mnie?! – udał zaskoczenie, przykładając teatralnie prawą dłoń do lewej piersi.
- Przestań – szturchnęłam go w ramię – czasami zastanawiam się czy wszyscy mężczyźni są dużymi dziećmi. Wiesz… - zmrużyłam na chwilę oczy. – Moja ciocia zawsze powtarzała po kłótni z wujem, że mężczyźni dorastają tylko do piątek roku życia, później już tylko rosną.
   Blaise nie odpowiedział nic. Uśmiechnęłam się niemal triumfalnie, gdy nagle poczułam jego ręce na ramionach. Zanim zdążyłam się zorientować co planował, padłam ofiarom perfidnej zagrywki.
   Zaczął mnie łaskotać.
   Niestety, z czystym sercem muszę przyznać, że łaskotki były moją piętą achillesową. Od kiedy sięgałam pamięcią miałam je niemal wszędzie, co wykorzystywał chociażby Tom. Nie panowałam całkowicie nigdy nad swoim ciałem, gdy ktokolwiek torturował mnie w ten sposób, dlatego też i tym razem nie odpowiadałam całkowicie za swoje reakcje.
- Zostaw… mnie… hahaha… ty… hahaha… podły… człowieku… hahaha!
- Nie! Przecież… mam… umysł… pięciolatka…
   Niejednokrotnie uderzyłam Blaise’a w ramię, brzuch, twarz… jednak ten się nie poddawał. Dopiero gdy zsunęłam się z kanapy na podłogę, uderzając ramieniem w ławę, zaprzestał.
- Co cię opętało?! – warknęłam z wyrzutem, rozmasowując obolałe miejsce.
- Mnie? – posłał mi minę niewiniątka, na co jedynie prychnęłam. Było mi niezwykle gorąco i zaczęłam wachlować sobie przed twarzą leżącym na stoliku zeszytem. – Improwizowałem.
- Najpierw Malfoy, teraz ty… faceci są niepoprawni.
- Oj przepraszam bardzo, ale Draco nie mówił mi, że… to zrobiliście.
   Otworzyłam szeroko usta, co wyglądało z pewnością nieco teatralnie. Przez chwilę nic nie mówiłam, co w zupełności wystarczyło Blaise’owi, aby zacząć się śmiać.
- Głodnemu chleb na myśli! – wypalił inteligentnie, zaśmiewając się. Nie powstrzymało go nawet moje mordercze spojrzenie.
- Nie wiem co przyszło ci do głowy, ale moje myśli, z pewnością w przeciwieństwie do twoich, są czyste jak łza.
- Oczy mówią co innego – wstałam, rozmasowując kark. Pozornie nie zwróciłam najmniejszej uwagi na dziwną prowokację. – Myślę jednak, że na wszystko przyjdzie czas.
- Zrobić ci jeszcze herbaty?
- Herbaty? – zmarszczył czoło po usłyszeniu zadanego przeze mnie pytania i spojrzał na zegarek. Mimowolnie podążyłam za jego wzrokiem. Wskazówki ukazujące godzinę piętnastą pięć dawały mi do zrozumienia, że znaczna część jedynego wolnego dnia w tygodniu pozostawała ciągle niezagospodarowana. Co nie było do końca złe – Mam inny pomysł. Porwę cię gdzieś, pozwolisz?
- Porwiesz? – zaśmiałam się. – Jesteś nad wyraz wyrozumiałym porywaczem, to muszę ci oddać. Gdzie zamierzasz mnie porwać?
   Zamyślił się, pocierając ręką o szczękę.
- Szczerze mówiąc to nie spodziewałem się, że się zgodzisz na to porwanie, ale… - pokręcił głową. – Już wiem!
- Czyli? – zmarszczyłam czoło.
- Skoro to porwanie, to nie mogę zdradzić szczegółów. Zadam jednak nieformalne pytanie: zgadzasz się?
- No dobrze, zgadzam…

~*~

   … po raz ostatni w życiu!
   Kiedy znaleźliśmy się w jednej z dzielnic Londynu, niekoniecznie najbogatszej, ale niewątpliwie w ostatnim czasie chętnie wybieranej jako miejsce budowy sądziłam, że ciemnowłosy zamierzał pokazać mi swój dom. W pewnym stopniu ucieszyło mnie to, ponieważ – pomimo budującej się między nami więzi przyjaźni – niewiele o nim wiedziałam. Gdy wysiedliśmy z samochodu, byłam zachwycona domem, przed którego podjazdem zaparkowaliśmy. Płot był wysoki i dość solidny, jednak brama stała otwarta, co dawało mi doskonały widok. Zbudowany był na planie w kształcie odwróconej o sto osiemdziesiąt stopni litery L, jednopiętrowy z poddaszem. Ściany były białe, natomiast dach ciemnoszary, co nadawało budynkowi nieco surowości, a jednocześnie przyciągało uwagę. Z pozytywnym zaskoczeniem zauważyłam, że wszystkie okna ciągnęły się aż do ziemi. Niekoniecznie duży ogród z pewnością nie można było nazwać dziełem sztuki, jednak był zadbany i znajdowało się na nim wiele równiutko przyciętych krzewów.
- Ładnie się urządziłeś – powiedziałam z uśmiechem. Blaise spojrzał na mnie ze zmarszczonym czołem, ale odwzajemnił.
   Kiedy stanęliśmy przed drzwiami, zadzwonił.
- Zapomniałeś kluczy? – zapytałam nieco zdenerwowana. Jak już wspomniałam, niewiele wiedziałam o przyjacielu, ale nigdy nie spodziewałam się, że mógł mieszkać z rodzicami, czy też… nie, to niemożliwe. Myśl, że mógłby kogoś mieć odrzuciłam, ponieważ w podobnym przypadku to nie ja byłabym jego towarzyszką podczas imprezy u Malfoy’ów.
   Jeśli mówimy o Malfoy’ach…
- Blaise? – Draco, ubrany w brązowe spodnie i sweter w poziome cienkie, biało-czarne paski, miał minę z pewnością zdziwioną w równo mocnym stopniu jak ja.
- Nie cieszysz się, że widzisz swoją przyszłą rodzinę?
- Blaise, ja nie wiedziałam, że wy razem… - próbowałam otrząsnąć się z szoku i chociaż udawać, że sytuacja nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. A zrobiła. Przy następnej okazji postanowiłam zamordować przyjaciela, co chyba nie byłoby takie proste. Malfoy wyglądał na tak zdziwionego, że mogłam śmiało stwierdzić, iż pomógłby mi w tej sytuacji pod kątem prawnym.
- Granger, ostatnimi czasy masz coś szczęście do poznawania moich kolejnych połówek, czy właściwie części. Jak widzisz, pomimo wszystko, miejsce dla ciebie ciągle jest.
- Miłość rośnie wokół nas… - Zabini zanucił, uśmiechając się szeroko. Malfoy w tym czasie zaprosił nas do salonu. Był idealnie urządzony. Duży, z ciemnymi panelami i jasnymi ścianami, a także płytkami klinkierowymi na jednej ze ścian, dokładnie tej, przed którą stał plazmowy telewizor. Wszystkie meble były ciemne, natomiast szary narożnik, na którym leżały białe poduszki, dodawał przytulnego akcentu. Gdyby nie wiszące na jednej ze ścian zdjęcia, pomieszczenie byłoby dość surowe. Najwidoczniej Malfoy lubił elegancką prostotę.
- Granger, płakałaś na "Królu Lwie"? – zapytał blondyn, siadając na fotelu. Założył nogę na nodze i uniósł lewą brew.
- Ja płakałem – Zabini usiadł i uderzył ręką w kanapę dając mi do zrozumienia, bym zajęła miejsce obok. Z głośnym westchnieniem spełniłam wskazaną w dziwny sposób prośbę.
- Ja też – uśmiechnęłam się niewinnie. Skoro mężczyznom wolno było ronić łzy podczas cudownych filmów animowanych, tym bardziej mój płacz był usprawiedliwiony.
- Gdzie moje maniery! – krzyknął nagle. – Chcecie czegoś do picia?
- Ja prowadzę, ale Hermionę możesz upić.
- Blaise – szturchnęłam go z udawaną złością, co Malfoy skomentował pobłażliwym uśmieszkiem. – Ja herbatę poproszę.
- To samo – ciemnowłosy posłał mi niemal oburzone spojrzenie. Kiedy Malfoy zniknął za drzwiami prowadzącymi najpewniej do kuchni, postanowiłam rozliczyć się z przyjacielem.
- Wiesz dobrze, że sam sobie szykujesz bicz, prawda?
- Jesteś perwersyjna – oburzył się. – Zachowaj te fantazje dla kogoś innego.
- Dlaczego mnie nie uprzedziłeś? – zapytałam poważnie. Blaise chciał z pewnością zareagować w zabawny – według niego – sposób, ale widząc moją minę, powstrzymał się.
- Nie byłem pewien do końca, czy zgodzisz się na tę wizytę. Postawienie cię przed faktem dokonanym wydawało mi się idealnym rozwiązaniem, a że zawsze trzeba się kierować chociaż w małym stopniu sercem, to tym razem go posłuchałem. Wybaczysz mi? – spojrzał na mnie z miną niewiniątka, co było dość zabawne zważywszy, że miał niewielki zarost i, co tu ukrywać, niezwykle męską i przystojną twarz.
- Tak, bo płaczesz oglądając bajki.
- Sama płakałaś! – wydawał się być oburzony.
- Jestem kobietą, ja mogę.
   Otworzył buzię, ale nic nie odpowiedział. W zamian za to spróbował torturować mnie w ten sam sposób co wcześniej, jednak na całe szczęście zdążyłam rozpracować sposób jego działania czy też myślenia, obejmującego oczywiście łaskotanie. Złapałam obydwie jego dłonie i zmusiłam, by wstał.
- Miłość rośnie wokół nas… - nie sądziłam, że dobrze śpiewam, ale wiedziałam też, że nikt nigdy nie musiał w teatralny sposób zatykać swoich uszu dłońmi, dlatego też zaczęłam ruszać rękoma przyjaciela i próbowałam sobie przypomnieć piosenkę.
   Na całe szczęście Blaise nawet bez muzyki był dość dobrym tancerzem. Chciałabym zaznaczyć, że dość odgrywa tutaj znaczącą rolę, gdyż nie do końca opanował większość kroków czy też taniec w pomieszczeniach, w których są przeszkody w postaci mebli. Na moją zgubę.
   Kiedy Malfoy wyszedł z kuchni, na szczęście z pustymi rękoma, Blaise zamierzał mnie okręcić, co skończyło się jedynie tym, że potknęłam się o jego nogę i… wpadłam na Malfoy’a.
- Granger, spokojnie – wbrew pozorom nie puścił mnie od razu. Przytulił delikatnie i szepnął do ucha: - Wiem, że mogłaś się za mną stęsknić, ale już jestem, kochanie.
   Blaise zaczął się śmiać. Odsunęłam się od blondyna z wrogą miną.
- Nie mam pojęcia jakim cudem wy jesteście uważani za inteligentnych.
- Rozumiem, rozumiem – Malfoy uniósł ręce w geście kapitulacji. – Jak Blaise się zmyje to wtedy już tak mniej oficjalnie, teraz działamy według ustalonych wcześniej wytycznych.
   Podeszłam do ściany zapełnionej zdjęciami i udawałam, że nie usłyszałam ostatniego wypowiedzianego przez blondyna zdania. W duchu jednak zastanawiałam się nad własnym stwierdzeniem, którym podzieliłam się z równolatkami.
- Malfoy, to twoje prace? – zapytałam z podziwem po chwili.
   Musiałam przyznać, że zdjęcia były cudowne. Sama pasjonowałam się fotografią od wielu lat, jednak – oczywiście – tylko na własny użytek. Ostatnimi czasy niestety nie sięgałam zbyt często po aparat, głównie przez wzgląd na fakt, że większość dnia spędzałam w pracy. Zdjęcia Malfoy’a miały w sobie… to coś. Nie były idealnie wykadrowane – przynajmniej nie wszystkie. Część z nich byłaby idealna, jednak zaburzał je drobny element, który ideał… podkreślał.
- Nie wiem, czy powinienem się przyznać, bo chcesz je pochwalić, czy też powiedzieć, że nie są moje w razie, gdyby miała spłynąć na nie krytyka.
- Szczerze mówiąc – spojrzałam na niego nieco zaskoczona. Nie sądziłam, że moje zdanie w jakimkolwiek stopniu by go interesowało – są świetne.
- I moje – uśmiechnął się. Obydwoje stanęli obok mnie i patrzyli na prace.
- Które ci się najbardziej podoba?
   Zamyśliłam się. Cała ściana była ozdobiona zdjęciami w niezbyt wyszukanych ramkach, co było zamierzone, gdyż nie miały przytłaczać fotografii. Wiele z nich było robionych w górach, na wysokich szczytach, niektóre także nad morzem…
- To jest szczególne – wskazałam na znajdujące się na samym środku zdjęcie. Zakochana para siedząca na plaży, spoglądająca na zachodzące słońce. Prac o podobnej tematyce i wykonaniu widziałam wiele, jednak w tej było coś wyjątkowego.
- Też je bardzo lubię – uśmiechnął się, nie spoglądając na mnie. – Nie mam pojęcia kim są ci ludzie, ale bije od nich tak wielka miłość, że jestem zazdrosny, bo to nie moje umiejętności sprawiły, że zdjęcie jest wyjątkowe, ale oni sami. Przepraszam – przerwał nagle – ale herbata…
- Jasne.
   Gdy Malfoy wyszedł, westchnęłam i usiadłam na kanapie, podobnie jak Blaise.
- Chciałabyś może znowu zatańczyć?
- I spotkać się z takim samym zakończeniem? Wielkie dzięki.
   Po chwili wszedł blondyn z filiżankami na tacy. Położył je na ławie i ponownie zniknął, kompletnie nic nie mówiąc.
- Mam nadzieję, że będzie wam smakowało, bo szczerze mówiąc to robiłem go na szybko… - położył na stoliku sernik. Milczałam i dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedział Malfoy.
- Ty go zrobiłeś?
- Co w tym dziwnego? – uniósł brew z cyniczną miną. - Czyżby kuchnia nie była twoją dobrą stroną?
- Spłycanie roli kobiety. Uważasz, że jeżeli przedstawicielka płci pięknej jest kiepska w kuchni to automatycznie jest kimś gorszym?
- Chcesz mi powiedzieć, że w naszym związku to ja będę szefem kuchni? – podał mi cukier i cierpliwie poczekał, aż pierwsza pocukruję herbatę. Zaraz po mnie uczynił to Blaise, który przez cały czas uśmiechał się rozbawiony.
   Najwidoczniej pomysł, by przyjechać ze mną do Malfoy’a zyskał jego aprobatę lub miano nad wyraz genialnego.
- Jeżeli już dzielimy się obowiązkami, to ja z góry zaznaczam, że nie przepadam też za czyszczeniem toalety.
- Dla ciebie wszystko, kochanie.
   Pokręciłam oczami.
- Widzę, że ja tutaj specjalnie nie jestem potrzebny – Zabini nałożył sobie ciasto i spróbował. Po jego minie niestety nie mogłam wywnioskować, czy było dobre. – Dalibyście sobie doskonale radę beze mnie, misiaczki.
- Więc idź już – burknął Malfoy.
- Oczywiście.
   Blaise wstał.
- Gdzie ty idziesz? – wystraszyłam się nieco.
- Kochanie, ja tutaj ciągle jestem, czy to nie wystarcza? – Malfoy uśmiechnął się, upijając łyk herbaty. Zmroziłam go wzrokiem.
- Do toalety, zaraz wrócę, dzióbeczki.
- Mam dziwne pytanie… - spuściłam głowę. – Albo w sumie to nie…
- No Granger, nie panikuj. Nie wyśmieję cię przecież, a kto pytanie błądzi, a więc?
   Zamyśliłam się. Nie miałam pojęcia dlaczego Blaise usilnie pragnął, aby moje stosunki z Malfoy’em uległy znaczącej poprawie. Nie szukałam w nikim osoby mogącej zastąpić mi Rona, jednak czułam się dziwnie ze świadomością, że Zabini starał się niemal na siłę znaleźć przyzwoitkę, byleby tylko nie doszło między nami do jakichkolwiek głębszych relacji. Oczywiście mimo, że uznawałam go za przystojnego to jednak nie czułam, bym mogła przejść z nim na innego typu relacje, jednak… moja kobieca próżność czuła się nieco zakłopotana.
- Czy Blaise nie jest czasem homoseksualistą?
   Malfoy miał komiczną minę – jego czoło zmarszczyło się delikatnie, usta miał otworzone, a język wysunięty.
- Myślę, że byłbym pierwszą osobą, którą poinformowałby o tym drobnym fakcie.
- Masz rację – uśmiechnęłam się. Aby ukryć zakłopotanie, nałożyłam sobie ciasto na talerzyk. Postanowiłam spróbować coś, co przygotował Malfoy…
- Dobre – przyznałam szczerze. Czy było coś, co temu człowiekowi źle wychodziło?
- Może cię to zdziwi – zaczął z nieodgadnionym wyrazem twarzy – ale w dzieciństwie bardzo dużo czasu spędzałem z moją babcią. Cudowna kobieta, niestety już od kilku lat nie ma jej na tym świecie. Uwielbiała gotować, chociaż szczerze mówiąc dopóki pracowała podobno nie wychodziło jej to zbyt dobrze. Jeśli chodzi o pieczenie to była świetna i cała rodzina przy okazji świąt to właśnie do niej się zwracała po placki…
   Nie miałam pojęcia dlaczego Malfoy mi to mówił. Wydawało mi się, że było to zbyt prywatne… intymne. Oczywiście z Ronem wiedzieliśmy o sobie wszystko, włączając w to ciekawe, lub mniej, anegdotki z życia, jednak Malfoy pozostawał Malfoy’em. Nie mniej jednak… poczułam się wyróżniona w wielkim stopniu. I wcale nie chodziło mi o fakt, że znaczna część brytyjskich – a może i europejskich – kobiet chętnie byłaby na moim miejscu i słuchała podobnych opowieści.
- Szkoda, że postanowiliście aż tak bardzo się kryć z uczuciami w mojej obecności. Miałem nadzieję, że zastanę was w dziwnej pozycji.
   Blaise rozsiadł się wygodnie na kanapie.
   Zaczynałam coraz bardziej lubić ich towarzystwo.

~*~

- Cześć kochanie. Dzisiaj po pracy widzę cię u mnie! Musimy przedyskutować ważną sprawę. Mam nadzieję, że przyjedziesz, to bardzo ważne. Całuję!
   Oprócz nagranej na pocztę wiadomości miałam jeszcze informacje na temat jedenastu prób połączenia. Po pracy, chcąc nie chcąc, pojawiłam się u Ginny.
   Zgredek oczywiście przywitał mnie w bardzo kulturalny sposób, bowiem zaczął skakać na mnie i chciał się bawić. Miałam na sobie ubrania robocze, więc nie przejmowałam się, że miał nieco brudne łapki.
- Zgredek, siad!
   Piesek, za pewne niezwykle zadowolony z niedawno nabytych umiejętności, usiadł natychmiast i przekrzywił mordkę. Ginny zmierzyła mnie rozbawionym spojrzeniem. Nie musiałam się specjalnie wysilać, aby domyślić się o co chodziło – mój strój nie należał niewątpliwie do eleganckich.
- Jaka sprawa jest tak ważna?
- Najpierw formalności – pokręciła głową. – Napijesz się czegoś?
- A wiesz, że chętnie? Najlepiej czegoś uspokajającego.
- Ciężki dzień w pracy?
- Weź mi nawet nie mów – westchnęłam. – Czasami mam wrażenie, że robotnicy myślą, że skoro jestem kobietą to można wszystko robić według własnego pomysłu, a projekty to jedynie ładne karteczki, które przyszli mieszkańcy będą przytwierdzali magnesem do lodówki.
- Czyli nic nowego.
- Właśnie.
   Kiedy Ginny zniknęła w kuchni zauważyłam, że na stoliku leżały katalogi z sukniami ślubnymi, dokładnie te, które wzięłyśmy w sobotę. Przy niektórych z kartek poprzyklejane były kolorowe karteczki samoprzylepne. Z ciekawości postanowiłam zobaczyć jakie kreacje rozważała przyjaciółka.
   Suknie w większości przypadków były bardzo podobne, co uświadomiło mi, że Ginny doskonale wie jaką suknię chce, tylko kłopotem są szczegóły.
- Wybrałaś coś dla siebie? – zagadnęła, wracając z kubkami pełnymi herbaty. Zawsze zastanawiałam się jak to było możliwe, że nie rozlewała płynu, skoro trzymała herbatę na kolanach.
- Suknię już mam, teraz tylko poszukam męża.
   Roześmiała się, kładąc kubki na stoliku.
- Dowiem się jaka to pilna sprawa?
- Poczekaj, chcę zbudować odpowiednie napięcie.
- Ginny – pokręciłam głową. – Wybacz, jestem nieco zmęczona i nie bawią mnie tego typu podchody…
- Nie umiesz się bawić, tyle! – skrzyżowała ręce na piersi i posłała mi obrażone spojrzenie. Westchnęłam. – No ale dobra, pani pośpieszna. Pamiętasz, jak mówiłam ci, że chciałabym chodzić? Ale że tylko na swoim ślubie, znaczy… chociaż na moim ślubie.
- Owszem – skinęłam głową ze smutną miną. Gdybym mogła to zamieniłabym się z nią chociaż na ten jej wymarzony dzień.
- To jest możliwe.
- Żartujesz! – pokręciłam głową. – Niby… jak…
- Nie na moich nogach, oczywiście. W ogóle nie na nogach… to… trudne… I tylko na czas pierwszego tańca. Rozmawiałam o tym z George’m. Obiecali mi pomóc… - w jej oczach pojawiły się łzy. – Rozumiesz co to oznacza? Spełniłoby się jedno z moich największych marzeń…
- To… to cudowne!
- Tylko ani słowa Harry’emu! – wypaliła nagle. – Nic mu nie mów. Chcę, żeby miał niespodziankę. W ogóle lepiej nikomu nie mów…
   Uśmiechnęłam się. Cieszyłam się ze szczęścia przyjaciółki. Co więcej, zamierzałam mu dopomóc.


____________________________

A Wy płakałyście na Królu lwie? Bo ja tak :<